płyty | recenzja

Radiohead – A Moon Shaped Pool

Kroto Chwile

„Indetikit” – Kumulacja eksperymentów. Szczególnie majstrowania przy mikrofonach. Od reszty obsesyjnie wypieszczonej brzmieniowo płyty odstaje swoim kontrolowanym chaosem (oraz faktem, że ma solo gitarowe). Zaczyna się niepozornym samotnym beatem, ale po chwili wszystko staje się gmatwaniną wzajemnych nałożeń i interferencji. Jakby ktoś nagle otworzył klatkę z dźwiękami. Genialny efekt rozwarstwienia refrenu.

„Glass Eyes” – Poruszająca minuatura, przez którą przebijają echa transcendentalnej muzyki Alice Coltrane. Jonny Greenwood gra na swoim ulubionym instrumencie Ondes Martenot w sposób do złudzenia przypominający charakterystyczne arpeggia grane na harfie, a w tle ambientowe przypływy i odpływy skrzypiec tworzą pejzaż pełen przestrzeni.

Organo leptyka

Na dzień dzisiejszy album składa się z dwóch istotnych elementów. Pierwszy z nich to plik o nazwie „Radiohead – A Moon Shaped Pool.zip”, a drugi to mail z obietnicą, że namacalne wydanie będzie doręczone we wrześniu. Widziałem zdjęcia, wygląda obiecująco, ale nie chcę teoretyzować. Standardowe wydanie CD i LP trafi do sklepów już lada dzień.

…trzy i pół miesiąca później:

Specjalna wersja wzorowana jest na starych wydaniach płyt szelakowych (takie pra-winyle) z początku zeszłego wieku. Opakowana jak masywna księga, spięta (uwaga) fragmentem taśmy matki. Taśma to wg zapewnień zespołu trzy czwarte sekundy losowego albumu, począwszy od Kid A. Wewnątrz księgi dwa winyle i dwa kompakty. Dodatkowy srebrny krążek zawiera utwory: „Ill Wind” oraz „Spectre” (napisany na potrzeby najnowszej części Bonda o tym samym tytule, niestety niezaakceptowany przez filmowców). Wewnątrz teksty na fakturowanym czarnym papierze oraz 32 grafiki Stanleya Danwooda – nadwornego grafika Radiohead.

Co państwo na to?