płyty | recenzja

Grimes – Visions

Organo leptyka

Wiem, taki urok – ma być niesztampowo i dziwacznie. Eklektyczność i nadrealizm, które w przypadku muzyki Grimes sprawdzają się doskonale, jeśli chodzi o graficzną stronę jej albumu kładą wszystko na łopatki. Może i jestem ignorantem, ale kilka bohomazów z czaszkami, napisami cyrylicą (Grimes studiowała filologię rosyjską) i stylizowanymi głowami obcych, jak dla mnie nie wystarcza by stanowić właściwa oprawę płyty o tak wyrazistym i ciekawym charakterze. Widziałbym tu raczej zdjęcia ze studia (lub z planety, z której przybyła sama artystka), może własnoręczne prace plastyczne, artystyczne kolaże, pluszowe misie z piłami mechanicznymi, wszystko, byle nie to, co widzę teraz…

Kroto Chwile

Według mnie single na tej płycie spełniają całkowicie swoje funkcje – stanowią najciekawsze i zarazem najbardziej reprezentacyjne kawałki „Visions”:

„Genesis” – cyberpunkowa melancholia i dalekowschodnia estetyka współgrają w tym utworze dając naprawdę niesamowity efekt – spróbujcie określić gatunek!?

„Oblivion” – nicość nadchodzi w rytmie electro, see you on a dark night…

„Nightmusic” (Ft. Majical Cloudz) – twarde beaty rodem z nowojorskich rave’ów i klimat zapomnienia – noc ewidentnie należy do Grimes.

Co państwo na to?